poniedziałek, 9 czerwca 2014

" The Struggle For True Feelings "

Liv POV:

Chcę walczyć o
naszą miłość.
Takie esemesy dostaję od Justina. Obiecałam sobie, że wygram z tym głupim uczuciem. Kolejny esemes:

Na dachu mam
dla Ciebie
niespodziankę
Czeka tam.
Wzięłam pistolet na wszelki wypadek i wyszłam w piżamie na dach. Było chłodno a ja stałam tam w krótkich spodenkach dresowych. Broń trzymałam w lewej ręce. Na środku leżało pudełko a na nim bukiet czerwonych róż.  W pudełku nic nie tykało, coś się tylko przesunęło. Otworzyłam je niepewnie, znalazłam tam tylko białą kartkę. Wzięłam ją do rąk, była tu narysowana jakaś mapka. Celem była największa polana kwiatowa w  Vancouverze. Zaryzykować? Napisałam do niego ( L- Liv, J- Justin):

L; O której?
J: Za godzinę pasuje?
L; Tak

Do jego odpowiedzi było dołączone jego zdjęcie w bluzce z napisem " I Love You ". Szybko ubrałam białą bluzkę niezakrywającą brzucha i  szorty. Broń zostawiłam pod łóżkiem. Wybiegłam z hotelu nie myśląc o niczym. Po prostu znów chciałam go przytulić i pocałować. Tylko tego chcę.

Justin POV:
Leżałem wśród tych kwiatów i czekałem na swoją dziewczynę. Usiadłem słysząc jej głos. Rzuciła się na mnie, a ja przyjąłem ją z otwartymi rękoma. Przewróciłem się a ona zaczęła się śmiać. Jej twarz zwisała parę milimetrów nad moją. Patrzyłem na jej oczy które tryskały radością.

- Tęskniłem za Tobą.- Powiedziałem.
- Ja za Tobą też.- Odpowiedziała i mnie pocałowała.
- Kiedy w końcu powiesz to szczerze?
- Co?
- Że mnie kochasz.- Znów mnie pocałowała.- Wykrzycz to całemu światu.
- Kocham Cię.- Wyszeptała mi do ucha.
- Miałaś to wykrzyczeć całemu światu.
- Ty jesteś całym moim światem.
- Lizus...

Obróciłem się tak, że teraz ja byłem nad nią. Pocałowałem ją w szyję dokładnie oglądając dziarę. Patrzyła na mnie tak jakby nic nigdy się nie zdarzyło.  Też tak chcę.

- Livanna. Możemy wygrać tą wojnę. Ja i Ty. I później żyć spokojnie.
- Nie chcę zabijać przyjaciółek.
- To ich nie zabijemy.

Liv POV:
Cały dzień spędziliśmy na planowaniu. Z małymi przerwami. 

Bella POV:
Wychodząc z hotelu potknęłam się o coś na schodach. Był to jakiś koszyk z kartką:

Wywołana wojna to bzdura.
Jason po prostu
chce mnie zabić
przez to, że jestem zagrożeniem
dla jego biznesu.
Przepraszam, Liv.
Ona chce to zakończyć. I dobrze. Wróci do swojego wymarzonego normalnego życia. Brat znów zacznie się z nią spotykać. I będzie normalnie. Jej pieprzone Sweet Dreams powróci i ona kurwa też. Jebana suka próbuje naprawić to co zjebała....

Mama Liv POV:

Pewnego dnia urodziła się dziewczynka. Miała najpiękniejsze imię na świecie. Była przez wszystkich kochana. Radości w dzieciństwie jej nie brakowało. kilka lat później urodził się jej braciszek. Był słodki i mały. Przez to dziewczynka poczuła się niekochana. W wieku piętnastu lat zaczęła się buntować. Sięgnęła po alkohol i narkotyki. Nie była już kochaną córeczką tylko zepsutą dziewczyną. Coś się w niej złamało i nie była sobą. Miesiąc później włosy zmieniły kolor, kolczyk w pępku zawitał. Różnych rysunków na ciele też nie brakło. Wkręciła się do końca w złe towarzystwo. Najpierw były trzy dziewczyny. Potem wyprowadzka i kolejne znajomości. W końcu zbuntowała się do końca. Jej mama długo rozmyślała aż w końcu z domu ją wykopała. Nie mogła pogodzić się ze stratą córki, dlatego na ojcu się wyżywała. Dotarło do niej " To bez sensu" i zapomniała o niej.  Tak po prostu. Gdy jej brat podrósł dziewczyna znów nawiązała z nim kontakt. Rodzice ciężko to znosili  bojąc się, że Ona go zniszczy. Wielka ulga, nie doszło do tego... Mama, tata, syn oglądali wiadomości. Wywołana wojna spowodowała w domu wiele złości. Jedna mądra, jej rodzicielka zrozumiała, ze córusia spowodowała wojnę. Tata nie wytrzymał napięcia, trzy dni później zmarł na zawał. On codziennie z mamą wiadomości oglądał modląc się o jej życie. Pytania bez odpowiedzi zostają: Czy przeżyje?  Czy znów spotka rodzinę?



Shane POV:
- Dobrze dzieci- zaczęła nauczycielka.- Na dzisiaj mieliście przygotować ustny referat o swoim rodzeństwie.

Ulga mi z tym. Jestem ostatni w dzienniku..

Połowa lekcji minęła, moja kolej.
- Shane Cuplling, zapraszam na środek.- Wywołała mnie nauczycielka.
- Przykro mi proszę pani, ja nie mam rodzeństwa. - Odpowiedziałem obojętnie.
- Ale z ciebie kłamczuch. A Liv to co?- Odezwał się mój kolega.
- Zapraszam na środek, Shane..- Powtórzyła nauczycielka.

- No dobra.- Stanąłem na środku.- Mam starszą siostrę. Ma 19 lat i uwielbia sport. Włosy przefarbowała na różowo.. W wieku piętnastu lat wkręciła się w bardzo złe towarzystwo. Nie lubi gdy ktoś ją ignoruje.. Ma kłopoty z prawem i teraz jest na wojnie. Wojnie gangów w której chcą żeby zginęła.- Mimo, że tego nie chciałem to zacząłem płakać.- Tego pani do cholery chciała?!- Wybiegłem na szkolny korytarz.

Pani Woolften pobiegła za mną i wtedy jej wszystko wyjaśniłem...
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Czytasz = komentujesz
Im więcej komentarzy tym dłuższy rozdział.. Podoba wam się szablon?

środa, 28 maja 2014

She is depressed.

Madie POV:

- Ona ma depresję- powiedziałam stwierdzając fakty.- Musimy poddać ją próbie.
- Co sugerujesz? - Spytały.
- Liv musi przezwyciężyć to co ciągnie ją w dół. Czyli zdrada Dana i Rose.. Niewiedza o tym, co dzieje się z jej bratem i to co ciągnie ją do Justina. Inaczej nie będzie w stanie nic zrobić. Eleon, zajmiesz się nią przez dwa dni?
- Jasne...

Eleonora POV:

Siedziałam z Liv  na łóżku w pokoju numer dwieście dziewięć. Reszta  dziewczyn była dwa pokoje dalej. Robiły coś żeby Lavy zrobiła się silniejsza.

Opowiedziała mi o swoim bracie, rodzicach.. A także  o Rose która ją zdradziła.

- Serio?- Spytała.- Masz przy sobie sprzęt?
- Pewnie. Chcesz tatuaż?
- Nawet dwa.
- To.. Zaraz wrócę ze sprzętem.

Pobiegłam po potrzebne rzeczy i wróciłam do niej. Piętnaście minut przeglądała katalog. W końcu wybrała tatuaż który zaczyna się za uchem a kończył na karku. Przedstawiał on lecące ptaki, drugi tatuaż ja wybrałam. Chciała żeby symbolizował on wytrzymałość, cierpliwość  i spokój.

Najlepszym trafem był napis " Patience ". Zaczęłyśmy od tego napisu. Chciała go na całej długości boku ciała. Zaś trochę krzyczała gdy robiłam drugi. Muszę przyznać, efekt był powalający. Zazdrościłam jej tego co sama zrobiłam.

- Po raz pierwszy zazdroszczę komuś tego co sama zrobiłam.- Stwierdziłam prosty fakt.
- Są piękne. Dziękuję. - Powiedziała oglądając się w lustrze.
- Serio, zazdroszczę ci.

Madie POV:
Znalazłam wszystko co było mi potrzebne.  Trochę się tego nazbierało. Zaczęłam wszystko układać w łazience. Mam nadzieję, że to jej pomoże. Gdy reszta to zobaczyła to je zatkało.
- Madie, ty chcesz ją cofnąć do początku?- Spytała Mindy.
- Masz lepszy pomysł?!- Spytałam zdenerwowana.
- Spokojnie...

Liv POV:
Następnego dnia rano ubrałam błękitną koszulę i spodenki. Włosy związałam w kok żeby było widać tatuaż.  Zjadłam śniadanie które przyniosła mi Bella. Nie wiem dlaczego ale patrzyła na mnie przepraszająco. Chwilę później wszystkie zawołały mnie do pokoju do którego nie miałam wczoraj wstępu.

Posadziły mnie na fotelu i zasłoniły oczy opaską.

- Co się dzieje?- Spytałam przerażona.
- Chcemy aby twoja depresja zniknęła.- Odpowiedziały.
- Liv, my widzimy co się z tobą dzieje.- Zaczęła Mindy.- I chcemy Ci w tym pomóc. Eleon powiedziała nam o twojej załamce gdy miałaś opatrzyć Rudą. I o tym jak dzwoniłaś do brata. Pamiętaj, Talk Like A Champion.

Wprowadziły mnie do jakiegoś pokoju. Zaczęły mi mówić co mam robić:
- Zdejmij chustkę, obok stoi radio. Naduś byle jaki guzik i zapal światło.- Zaraz po tym zakluczyły drzwi.

Rozejrzałam się po łazience. Rękami zaczęłam walić w drzwi.
- Wypuście mnie stąd! Dziewczyny!


Bezradna oparłam się o ścianę i zjechałam na ziemię. Twarz zasłoniłam rękoma i odsłuchałam pierwszego nagrania:


- Patrzcie jaka słodycz do nas biegnie. Kochanie to nagranie dla ciebie. Chcę żebyś słuchała go zawsze zawsze gdy jesteś smutna. Mam nadzieję, że nie będzie tego za często. Razem z tatusiem  kochamy Cię, bardzo. Wychowujemy cię jak najlepiej. Chcę żebyś dogadywała się z braciszkiem, pamiętaj o nas w każdej chwili. - Tak dobrze znany mi głos mamy. Oparłam łokcie o zgięcie kolana, kciukami podparłam głowę.


- Hej Lavy- poczołgałam się do radia słysząc głos brata.- Chcę odpowiedzieć  na twoją wiadomość. Proszę, nie żegnaj się ze mną . Dla mnie jest to tak samo trudne jak dla ciebie. Codziennie oglądam wiadomości i modlę się  żeby nie powiedzieli, że jesteś  martwa. Też jesteś najlepszą siostrą jakoą mam, mimo, że jedyną. Kocham cię najmocniej na całym świecie. I... Tata nie żyje. Zmarł na zawał.


Najzwyczajniej w świecie zaczęłam płakać. Nadmiar emocji to coś złego. Jak to tata nie żyje? Przecież.. To mój tata, on musi żyć. Roztrzęsionymi rękami chciałam wziąć swój telefon i zadzwonić do mamy. Dopiero po dziesięciu minutach szukania go zrozumiałam, że dziewczyny mają mój telefon.


Wzięłam do ręki zdjęcie, byłam na nim ja, Rose, Dan i James. Fotka leżąca przy moich stopach przedstawiała mnie z rodziną na Hawajach. Jeszcze dalej byłam ja całująca się z Justinem. I listy od niego.. Skąd one to wszystko wzięły?

Mindy POV:
Podeszłam do drzwi i zaczęłam mówić do Liv:
- Liv, wiesz, że to dla twojego dobra.
- Zostaw mnie!- Odkrzyknęła.
- Zastanów się. Po co to zrobiłyśmy? Po to żebyś była silniejsza. Po to żeby twoje Sweet Dreams powróciło. Musisz zapomnieć o tej zdradzie Rose i Dana. O miłości i związku z Dangerem. Wszystkie przeżycia mają ciebie wzmacniać a nie osłabiać. Rozumiesz?
- Tak.Wasze przesłanie do mnie trafiło. Teraz mnie wypuścisz?- Spytała wkurzona.
- WYPUSZCZĘ CIĘ.

Biebs POV:
Cisza. Cisza z każdej strony. Dlaczego tak bardzo znów chcę usłyszeć jej głos? Ja jej NIENAWIDZĘ. Trzeba znów iść na zwiady. Znowu mam iść. Tym razem sam. Wszedłem na dach hotelu " Luxeve". Wygodnie usiadłem i patrzyłem co się dzieje. Nic się nie działo. Łatwiej dla mnie. Ktoś przyłożył mi pistolet do głowy.

- Masz papierosy?- Spytała dziewczyna.
- Liv. Kochanie, dawno cię nie widziałem.- Uśmiechnąłem się.
- Nie pierdol tyle. Masz te papierosy?
- Chodź to porozmawiamy. Masz nowy tatuaż?
- Danger kurwa! Zadałam proste pytanie.
- Uuu.. Moje przezwisko. Nie ładnie.. Nie wiesz co to gra przy ludziach z gangu.
-  Twoje gówniane gierki mnie nie obchodzą.

Jason POV:
- Justin ty jebany debilu.

____________________________________________________________________________
_________________________________________________________________________________-
Przepraszam za tak długie milczenie z mojej strony. Chcę też przeprosić za krótki rozdział. Ale im mniej komentarzy tym dłużej czekacie i tym bardziej są krótsze rozdziały.
Niedługo zmieni się wygląd bloga.  Jeśli ktoś chce być informowany o nowych rozdziałach niech w kom podaje linki do aska lub fb.

wtorek, 20 maja 2014

" Poor planning, Bad love. "

Biebs POV:





Jason wpadł na pomysł wrobienia dziewczyn w to, że rozpoczęły wojnę. Na pewno na początku wezmą to za jakiś żart. Ale gdy sprawa trafi do telewizji i gazet wezmą to za groźbę. Jason napisał już do telewizji, teraz tylko czekaliśmy aż to powiedzą:


- Władze miasta proszone są o wywiezienie wszystkich mieszkańców Vancouver. Ostatnie doniesienia informują nas, że cztery dziewczyny z gangu  Spring Break rozpoczęły wojnę wypowiedzianą wszystkim pobliskim gangom. Czy znajdą sojuszników? Wszystko na bieżąco będzie u nas w TVNEWS.- Gdy skończył swoją paplaninę na ekranie pojawiły się ich zdjęcia. Każdej z osobna z dużym zbliżeniem na twarz. W tle leciała smutna melodia, nie wiem czy specjalnie ale zdjęcie Liv było pokazane najdłużej.- Livanna Cuplling przywódca całej katastrofy.



Liv POV:


Wszyscy myślą, że wszystkim wypowiedziałam wojnę. Ewakuowali cały Vancouver bo my tu jesteśmy i czekamy na przeciwników. Bell w naszych walizkach znalazła nasze stare stroje " ROBOCZE". Włożyłam go, skórzane spodenki i skórzana bluzka idealnie na mnie leżały.


- Dziewczyny- powiedziałam.- Ja wiem, że możemy tego nie przeżyć- łzy zaczęły mi płynąć.- Kocham Was.. Mimo wszystko...
- Zawsze razem- Odpowiedziały mocno mnie tuląc.


Wieczorem siedziałam na dachu jednego z budynków i patrzyłam jak wszyscy uciekają. Opuszczają to miasto przez plotkę.


- Liv ty go kochałaś, prawda?- Spytała Madie siadając obok.
- Widzisz to wszystko? Oni uciekają bo się mnie boją. Oni uciekają przez fałszywą plotkę. Teraz każdy się mnie boi.. Nawet mój brat przestał do mnie dzwonić.- Oparłam głowę o jej ramię.
- Liv.... Tak mi przykro... Pamiętasz co mi zawsze mówiłaś jak opowiadałaś o czymś niemożliwym?

- Nie.- Oplotłam swoje nogi rękoma.
- Sweet Dreams... Mówiłam, że to jest twoje zdanie na pocieszenie. Zawsze dzięki niemu znajdowałaś w sobie siłę do dalszej walki. I teraz też dasz radę. Wierzymy w Ciebie.
- Moi rodzice mnie nienawidzą.- odpowiedziałam a Madie siedziała w milczeniu.
- Every day is a new hope.


Jason POV: 




Dzięki mnie Justin jest znowu normalny. Znów jest nasz. Nie wie w kim się zakochał i powrócił do swojego zdania "Prędzej trafię do pudła niż ją spotkam". Dobrze zrobił, mógł ją zabić. Nie zrobił. Więc wybuchła wojna. W której przeżyją najlepsi.


Biebs POV:


Chłopacy zaczęli kombinować ubrania reprezentujące nasz gang. Serio, muszą to robić?  Na razie mają strój tylko dla mnie. Skórzane spodnie z niskim stanem, biała bluzka i czerwona marynarka. Przeczuwam, że wszyscy będziemy ubrani podobnie. Ale po co nam te marynarki?!  W sumie nawet spoko to wygląda gdy to włożę.
I skoro schodzimy do tematu ubrań. Muszę odzyskać swoją koszulkę. Dostałem esemesa od Liv:


Dlaczego to zrobiliście?
Przez was wszyscy mnie unikają.


Pod tekstem było dołączone zdjęcie pustego miasta. Niedługo będziemy musieli wyruszyć żeby je osłabić.


Liv POV:


Razem z Madie chciałam iść na pierwsze zwiady.  Uzbroiłyśmy się odpowiednio i poszłyśmy. Najpierw weszłyśmy do dużego hotelu. Ktoś już tu zagościł, ponieważ cały hol przedstawiał jeden wielki burdel i ślady po strzałach.  Madie poszła posprawdzać pokoje hotelowe a ja poszłam w stronę sali balowej.
- Ostatnia rada?- Spytałam z lekkim uśmiechem.
- Nie hałasuj tymi szpilkami i nie daj się zabić.- Mocno się przytuliłyśmy i każda poszła w swoją stronę.


Pobiegłam korytarzem i stanęłam przy wejściu. Było tam sześć dziewczyn, wszystkie podobne w strojach. Mafioshianki. Wyszłam- nie myśląc- na środek tak żeby mnie zobaczyły. Zaryzykowałam własne życie ale one zawsze były naszymi sojuszniczkami. Głowę odchyliłam na bok gdy kula z pistoletu poleciała w moją stronę i powiedziałam:


- Łooło... Spokojnie.
- Spokojnie? Wypowiedziałaś nam wojnę.- Odezwała się Ruda. Próbowałam do nich podejść ale wycelowały we mnie broń.
- Ona jest niewinna- odezwała się Madie stojąca za mną.


Trochę zajęło nam wyjaśnienie wszystkiego ale w końcu zrozumiały. Przyprowadziłyśmy tu Mindy i Belle. Teraz tu jest nasze schronienie.
- Minie trochę czasu zanim wszystkie gangi się tu zejdą. Oni na pewno szukają już sojuszników. Ruda, Madie, Eleonora i Lavy pójdą po żywność. Ale to dopiero jak będzie ciemno- Powiedziała Bella bawiąc się w przywódce.


Ruda POV:

- Ty serio chodziłaś z przywódcą Dangera?- Spytałam gdy już zbliżałyśmy się do jednego ze sklepów.
- Tak jakby- odpowiedziała trochę onieśmielona.
- Zmieniłaś się Różowa.
- Wzajemnie Ruda.


Weszłyśmy tam z bronią w rękach. Eleonora i Madie poszły do innego  sklepu. Obie zaczęłyśmy wkładać jedzenie do torb.  Poczułam dziwny smród, pod moimi nogami była tykająca bomba.
- Cholera! Liv uciekamy!


Gdy stałyśmy plecami do sklepu on wybuchł rzucając nas na ziemię.  Bardzo bolały mnie plecy, ale na czworaka doczłapałam się do Liv. Leżała na brzuchu nieprzytomna. Odwróciłam ją i zaczęłam delikatnie policzkować w myślach powtarzając " Liv, proszę obudź się. "  Gdy straciłam nadzieję i ją puściłam ona się ocknęła. Całą twarz miała umazaną krwią i czarnym piachem. 


- Nie strasz mnie tak!- Krzyknęłam zdenerwowana.- Przez chwilę myślałam, że dołączyłaś do Rose.
- Żyję.- Zaczęła kaszleć.- Widzę, że nieźle się przecięłam na czole.
- Witajcie dziewczynki.- Odwróciłyśmy się. Na dachu niskiego sklepu stał Dan i Justin.
-  Dan też chce cię zabić? Łochoo.. Ty to umiesz się wpakować w kłopoty.- Wyszeptałam do Lavy.


Wiatr powiewał nam włosy przez co scenka wyglądała jak w filmie. My stałyśmy na dole całe brudne i od krwi. A oni do góry jak jacyś wodzowie.


- Liv, jakim cudem ty jeszcze żyjesz?- Spytał Dan.
- Jak widać szczęście mi dopisuje.- Odpowiedziała ze strasznie poważną miną.
- Żarty nadal się ciebie trzymają?
- A ty- Lavy bronią wskazała na Justina.- Dlaczego ja spowodowałam wojnę? Co ja ci zrobiłam?! Ty mi nie dawałeś spokoju a nie ja tobie.
- Wiedziałaś czym to się skończy- odpowiedział surowo.
- Twoją śmiercią. Ale jeszcze nie teraz.- Odwróciła się i zaczęła iść ale Danger zatrzymał ją strzałem w ulice.
- Do jasnej anielki!- Podbiegłam do niej.- Nie trafił cię?
- Jeszcze nie- powiedział celując bronią w jej plecy.
- Nie!- W ostatniej chwili obroniłam ją.


Kula trafiła w moje ramię. Upadłam na a ziemię, a ci którzy byli na dachu.. Zniknęli.


Liv POV:


Gdy się odwróciłam Ruda leżała z zakrwawionym ramieniem. Uklękłam przy niej, rozglądałam się Madie lub Eleonorą . Jak to możliwe, że nie usłyszały wybuchu?
- Liv co się stało?- Spytała podbiegająca Eleonora.- Musimy ją stąd zabrać.
- Gdzie jest Madie?
- W hotelu z resztą.

Po drodze weszłyśmy do apteki po potrzebne leki i opatrunki. Musiałam jej wyciągnąć kulę. Robiło mi się niedobrze od tak dużej ilości krwi na moich rękach. Spojrzałam na Eleon błagającym wzrokiem. Surowo odmówiła. Zamknęłam oczy, pomyślałam o czymś miłym i wyciągnęłam kulę. Zaraz po tym usłyszałam głośny krzyk Rudej. Upadłam na podłogę, to mnie przerosło.

- Zabandażuj to proszę.- Powiedziałam idąc w stronę łazienki.

Zamknęłam się w łazience. Co się ze mną dzieje? W życiu widziałam tyle krwi i nagle to mnie przerosło? W telefonie wybrałam numer brata. Wiedziałam, że nie odbierze więc nagrałam mu wiadomość:

- Cześć Shane. Przepraszam, że wciągnęłam naszą rodzinę w to gówno. Zaczęło się coś czego nie chciałam i wiem, że mogę tego NIE przeżyć. Dlatego kieruję do ciebie to co zawsze chciałam Ci powiedzieć. Byłeś najwspanialszym bratem na świecie. Zawsze mnie wspierałeś i brałeś moją stronę. Gdy kłóciłam się z rodzicami przychodziłeś do mojego pokoju z filmikami z dzieciństwa. Dziękuję Ci za wszystko Shane. Kocham Cię ;3 - Po tym zdaniu zakończyłam swój monolog wiedząc, że nic więcej nie powiem.

- Liv idziemy!- Krzyknęła Eleonora.
- Już idę.- Powiedziałam wycierając zapłakane oczy.
- Płakałaś?- Spytały chórem.
-  Żegnałam się z bratem.

_______________________________________________________________________________
___________________________________________________________________________
_________________________________________________________________________
_____________________________________________________________________

Ostatnio na zawodach spotkałam koleżankę z podstawówki. Jest ona moją przyjaciółką i czytelniczką tego bloga ;3 . Angelika cieszy mnie to, że nadal potrafimy się dogadać. I te twoje ciągłe pytania do następnego rozdziału... hahaha <3 Czekam na komentarze :)

piątek, 16 maja 2014

" History repeats itself "

Dedykuję ten rozdział Zuzannie Kazimierskiej. Ciesz się ciesz :)
Jeśli ktoś chce brać udział w pisaniu rozdziałów niech się zgłosi na asku lub na fb :) Linki w zakładce " Czytam, polecam, kontakt"



Liv POV:

Justin od jakiegoś czasu patrzy na mnie tak jak wtedy gdy miał mnie pilnować. W jego oczach widać miłość, smutek przez to co robi i pożądanie. Dopiero dziś zaczęłam żałować zabicia Rose.

Nie miałaś wyboru.
"  Niektóre de­cyz­je są tak cho­ler­nie trud­ne,
że wo­leli­byśmy aby ktoś podjął je za Nas.... "

Głos w mojej głowie zaczyna mnie wkurzać. Dostałam esemesa... Od Justina.

Chcę zacząć poznawać
Cię od początku. Jeśli
też tego chcesz to o 00:00
będę na plaży.

Co tu myśleć? Zaryzykuję i pójdę nie uzbrojona. Mam szansę na prawdziwą miłość. Nie mogę tego zmarnować. O 23:50 ubrałam białą koszulę, spodenki i japonki.

Szłam wolnym spacerem aż go zobaczyłam.

Biebs POV:

Odwróciłem się słysząc czyiś głos. Ona. Stała tam i czekała aż ją upewnię, że nie mam przy sobie broni. Zdjąłem bluzkę i spodnie żeby ją upewnić.

- Teraz podejdziesz?- Spytałem patrząc na jej usta.
- Włóż spodnie- powiedziała śmiejąc się.
- A bluzka?
- Nie pasuje do spodni.
- Kłaaamiesz.. Choodź tu.

Podeszła do mnie, objąłem ją ramieniem i pocałowałem w policzek. Spojrzała na mnie szczęśliwa. Bez mojego pozwolenia delikatnie musnęła moje usta.

- Może najpierw się poznamy?- Spytałem siadając na piasku.
- Jestem Livanna Cuplling. Mam dziewiętnaście lat, rodzice wyrzucili mnie z domu. Byłam cztery razy w areszcie. Zabijam ludzi którzy mnie oszukują.
- Jestem Justin. Niedługo skończę dwadzieścia lat. Moi rodzice mnie zostawili. Byłem nie wiem ile razy w areszcie. Zabijam tych którzy są po prostu pojebani.
- Miło cię  poznać.- Podała mi rękę.
- Mi również- uścisnąłem jej dłoń.

Wstaliśmy i zaczęliśmy iść w stronę molo. Zatrzymałem się w połowie drogi z zamiarem pocałowania jej. Przycisnąłem ją do siebie i mocno pocałowałem. Pozwoliła mi go pogłębić. Wyciągnęła mój telefon, połowę swojej twarzy schowała w mojej szyi i zrobiła zdjęcie.  Od razu ustawiłem je na tapetę.

- Po co tu przyszliśmy?- Spytała.
- Spójrz na koniec molo.- Chwyciłem ją za rękę.- Co widzisz?
- Wędkę na ryby.- Powiedziała śmiejąc się.
- Nauczysz się łowić ryby.- Spojrzała na mnie zdziwiona.

Usiedliśmy na ławce obok wędki. Liv wyraziła się jasno " Nie dotykam tego paskudstwa! " Śmiałem się z niej dobre dwadzieścia minut. Złowiłem rybę i rzuciłem ją pod nogi dziewczyny. Wystraszona odskoczyła metr za siebie.

- Nie śmiej się!- Powiedziała zła.
- Jak mam się nie śmiać z ciebie?- Spytałem rozbawiony.
- Co we mnie jest śmiesznego?- Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej.
- Twój strach przed rybą.
- Są brzydkie, oślizgłe i pływają we własnych odchodach.
- To jak pływasz w morzu?- Spytałem zdziwiony.
- Ja nie pływam. Ja się tylko opalam. Nie pływam w rybich odchodach.
- Serio?
- Niee, półżartem.- Powiedziała całkiem poważnie.
- Doobraa.. W takim razie będziesz na mnie zła.

Wziąłem ją sobie na plecy i zaniosłem na brzeg. Zaczęła mnie szarpać ale nic jej to nie dało.
- Justin! Wszystko tylko nie to!- Piszczała bijąc mnie w plecy.
- Wszystko powiadasz?- Poczułem zainteresowanie tą opcją.
Postawiłem ją na piasku. Moje spojrzenie chyba mówiło samo za siebie, ponieważ zaczęła zdejmować bluzkę.
* 1H PÓŹNIEJ *

Liv zrezygnowała ze swojej bluzki. Wolała chodzić w mojej. Nie wiem czy to dlatego, że jest na niej rysunek marihuany z napisem " I love sex " czy dlatego, że po prostu lubi nosić moje koszulki.

Liv POV:
Justin siedział na piasku a ja między jego nogami. Odwróciłam się w jego stronę, swoje nogi położyłam na jego. Zbliżyłam się do niego tak, że w każdej chwili mógłby mnie pocałować. Gdy próbował to zrobić pstryknęłam mu zdjęcie. Przez to, że włączył się flesz chłopak zrobił strasznie śmieszną minę.

- Ale śmiesznie wyszedłeś na tym zdjęciu.- Zaśmiałam się.
- Co chcesz zrobić z tym zdjęciem?- Spytał podejrzliwie.
- Chciałam na tapetę ale nie podoba mi się.
- To zrób jeszcze raz.

Zrobiłam jak poprosił, tym razem wyszedł idealnie. Pokazałam mu je i dopiero wtedy otrzymałam pozwolenie na ustawienie tego jako tapety. Mówił żebym usunęła tamto zdjęcie ale tego nie zrobiłam. Zaczął mnie gonić po plaży. Gdy mnie złapał to położył mnie na piasku i zaczął gilgać.

Jason POV:
Damy im jeszcze trochę zabawy. Niech dziewczyna nacieszy się ostatnimi chwilami życia. Mówiłem mu. On tego nie zrobi, zrobię to ja.
- Chłopaki, damy im jeszcze parę godzin.- Zwróciłem się do gangu.

Dan POV:
Liv postrzeliła mnie mnie w plecy. Powiedziała coś do mnie i wyszła. A ja byłem cały czas przytomny. Zadzwoniłem na pogotowie i mnie uratowali. Leżę w szpitalu pod kroplówką i czekam aż mnie wypuszczę. Czekam aż będę mógł zemścić się na tej małej suce za to że w ogóle tu wylądowałem.


Liv POV:

Czułam, że ktoś nas obserwuje... Nie chciałam mówić tego Justinowi bo niepotrzebnie zjebałabym tą noc. Justin poszedł popływać w rybich odchodach a ja leżałam na piasku. Dostałam wiadomość od Mindy:

Jesteś pewna, że dobrze wybrałaś?

Odpisałam jej dwoma prostymi wyrazami. Chłopak wrócił do mnie więc szybko schowałam telefon. Cały mokry usiadł za mną i mocno przytulił. Myślałam, że zaraz krzyknę od zimna tej wody.

- Jak ty możesz się w tym kąpać?- Spytałam ciekawie.
- Tak samo jak ty nie możesz.
- W tej odpowiedzi jest za dużo do myślenia. - Zaśmiał się.- To nie jest śmieszne.
- Co ty o pierwszej w nocy NIE myślisz?- Pocałował moją szyję.
- Nie, bo to jest czas na sen- odpowiedziałam leniwie.
- Nie będziemy spać. Wracamy na molo?
- Tak.

Po paru minutach drogi byliśmy na miejscu. Justin spod ławki wyciągnął pistolet. Spojrzałam na niego pytająco. Zastrzelił jedną z kaczek i podał mi broń. Strzeliłam w głowę następnej. Zaśmiałam się gdy Juss trafił w wodę.

Madie POV: Razem z Mindy i Bell postanowiłyśmy pójść na imprezę. Liv wyszła z Justinem. Nie wiem co  się stało. Chyba ogłosili rozejm czy coś. Bella zniknęła mi z pola widzenia.
- Widzisz gdzieś Bey?- Spytałam Mindy.
- Poszła gdzieś z jakimś facetem- odpowiedziała zamawiając drinka.
- Strasznie się puszcza.- Powiedziałam to na głos?
- Ona chce być striptizerką.- Oczy prawie wyskoczyły mi z orbit.

Dan POV:Za godzinę mają mnie wypuścić. Znajdę ją i zabiję. Tak jak obiecałem. Będę miał spokój i trzy tysiące od Jasona i Justina.

Jason POV: Czekamy i czekamy. Daje im ostatnią godzinę. Przez ten czas przyglądałem się Justinowi. On chyba na prawdę się w niej zakochał. Sposób w jaki na nią patrzył... Nigdy na nikogo tak nie patrzył. A ona? Tak samo. Mimo to muszę ją zabić. Jest zbyt niebezpieczna. Dla nas i dla niego.

Biebs POV: Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy, zacząłem się do niej zbliżać. W ostatniej chwili uciekła na bok przez co upadłem na ziemię. Usiadłem na ławce znajdującej się na molo. Udawałem obrażonego, Liv usiadła mi okrakiem na kolanach. Pocałowała mnie w policzek, a ja nic. Ponowiła czyn, tym razem w usta.

Nie mogłem się powstrzymać i oddałem pocałunek. Uśmiechnęła się nie przestając robić tego co robiła.  Zignorowałem wibrujący telefon w tylnej kieszeni spodni. Czułem, że Liv zjeżdża coraz niżej więc chwyciłem ją za pupę i podciągnąłem. Przez przypadek ją pogilgałem. Zaczęła się śmiać.

- Czuję, że bardzo cię ekscytuję.- Powiedziała chwytając moją rękę.
- Pomożesz mi?- Spytałem z najsłodszym uśmiechem jaki umiałem zrobić.
- Nie- powiedziała uśmiechając się jak dziecko które dostało lizaka.
- U, zadziorna. Lubię takie.- Zażartowałem.
- Czekaj.- wstała.- Powtórz to.
- U, zadziorna. Lubię takie. - Wstałem i chwyciłem ją za ręce.
- Skąd ja to kojarzę... Za nim mnie poznałeś. Byłeś w mieście w fioletowej bluzie?- Spojrzała mi prosto w oczy.
- Tak a co?
- Wtedy ktoś zaczął cię wołać do ślepej uliczki i zaatakował Cię..
- Zaatakowała mnie dziewczyna i mnie okradła. Skąd ty to wszystko wiesz?- Spytałem marszcząc czoło.
- To byłam JA.- Patrzyłem na nią zdziwiony.

Jason POV: Teraz jest pora. Teraz się pożegnają. Na zawsze.

Biebs POV: Liv dla poczucia bezpieczeństwa schowała broń do kieszeni. Usłyszeliśmy hałas odbezpieczanej broni. Oboje zobaczyliśmy Jasona z wycelowaną bronią w dziewczynę. Odsunąłem się i bezgłośnie powiedziałem do niej "Ja nie wiedziałem." Zza niego wyszło jeszcze trzech chłopaków. Liv stanęła na drewnianych barierkach.

Liv POV: Wyrzuciłam pistolet do wody pokazując, że teraz jestem bezbronna. Ostatni raz odezwałam się do Justina:
- Just know that we'll meet again
And we'll always be together forever always*

I spadłam do wody.

Biebs POV: Przerażony podbiegłem do barierek. Liv nie spadła do wody tylko na motorówkę prowadzoną przez jej przyjaciółki. Dwoma pistoletami zastrzeliła świtę Jasona, a jego strzeliła w nogę. 

Just know that we'll meet again
And we'll always be together forever always

Nie będzie wiecznie, ani na zawsze. Ona przegięła. Chciała zabić mojego przyjaciela...

To jest nowa gra..
Nowe zasady...
Zero uczuć....
Nowa gra w której walczę o....

____________________________________________________________________________________________
________________________________________________________________-
Jeśli chodzi o fragment :  U, zadziorna. Lubię takie.- Zażartowałem.... To cofnęłam się tu do prologu. Do ich pierwszego spotkania.
Słowa:
Just know that we'll meet again
And we'll always be together forever always
Zostały zaczerpnięte z piosenki Little Mix.
Rozdział jest dłuższy na wasze życzenie :) Będę się starała  zawsze takie dodawać.
Miłego popołudnia. W związku z tym, że w jednym tyg, pojawiły się 3 rozdziały kolejny pojawi się dnia 26.05 :)

16 komentarzy = rozdział :)

środa, 14 maja 2014

" Fucking false friend "

Rose POV:

Jak ona mogła mi to zrobić?! Suka zostawiła mnie samą w tym całym gównie. Ale.... Teraz mogę się na niej odegrać. Dostałam współpracowniczkę. Razem z nią mam zabić tą fałszywą przyjaciółkę która mnie wykorzystała. Na pierwszy ogień poszła moja towarzyszka, Tara. Pojechała do Miami ją zabić, jeśli się jej nie uda to zrobię to ja. Co jest najciekawsze? Moim zleceniodawcą jest Jason i Justin.

Biebs POV:

Bella szybko powiadomiła mnie o tym, że mieszka z Liv. Gdy mnie widzi przyśpiesza kroku i przechodzi ignorując mnie.  Boli mnie to, ale ona niedługo będzie martwa. Rose z chęcią przyjęła to zlecenie, wysłaliśmy do niej Tarę żeby jej pomogła.

Dlaczego chcesz zabić osobę którą kochasz?

Pierdolone sumienie! Ja jej nie zabiję tylko Rose i Tara. Prawda? Ja im tylko kazałem to zrobić. Nic więcej.

Skoro chcesz się jej pobyć
to ZRÓB TO SAM!

Czym mogę cię zamknąć?! Wkurzasz mnie. Nie zrobię tego sam bo... Bo... Bo tego nie potrafię. Nie umiem jej zabić. Z drugiej strony to jest moja praca. Liv wieczorem wyszła gdzieś ubrana w dresy.

Liv POV:

Dostałam jakiegoś esemesa, że mam na kogoś czekać na plaży. Stałam tam i czekałam aż w końcu podeszła do mnie Tara z gangu Justina. W ręce trzymała broń.
- Czego ode mnie chcesz?- Spytałam obojętnie.
- Twojego życia- wycelowała pistolet w moją głowę.- Przysłała mnie tu Rose.

Nie wiedziałam co powiedzieć. Jak Rose? Przecież... Ją zostawiłam. Wyciągnęłam broń i zbliżyłam się do niej. Moja odwaga chyba ją zaskoczyła bo stała jak wryta. Wyrzuciłam jej broń. Kopnęłam ją w nogi przez co upadła na piasek.
- Dostaniesz to na co zasłużyłaś szmato.- I strzeliłam prosto w jej głowę.

Biebs POV:


Liv wróciła pół godziny później bez bluzki cała umazana krwią. Przeszła obok mnie i wyszła na balkon. Z jej ciała bił nieznany mi do tej pory chłód. Pobiegłem do łazienki po ręcznik i dołączyłem do niej. Powiesiłem go na poręczy o którą się opierała.
- Odejdź stąd- powiedziała sucho nawet na mnie nie patrząc.
- Nie.- Przytuliłem ją od tyłu.- Kogo zabiłaś?
- Skąd te jebane podejrzenia?- Spytała zdziwiona.
- Masz krew na rękach.. Wytrzyj to w ręcznik.

Niechętnie to zrobiła. Ręce włożyłem pod jej dresy i zacząłem się bawić gumką od jej majtek. Próbowała wziąć moje ręce ale jej się nie udało więc zrezygnowała. Przycisnąłem ją w pasie tak, że między nas nie weszłaby nawet gazeta. Nie usłyszeliśmy wchodzącej Madie.

- Co tu się dzieje?- Spytała. Szybko odsunąłem się od dziewczyny.- Nieważne. Liv my wychodzimy, mamy weekend spędzić u swoich rodziców. Będziecie sami. Dacie radę?
- Jasne. Jak co to zadzwonię.- Odpowiedziała nie odwracając się. Nadal była umazana krwią.

Liv POV:

Cały weekend z Bieberem? Nie wiem czy to wytrzymam. Muszę wyciągnąć od niego jakieś informacje.. Ale jak?

Podeszłam do niego i zaczęłam całować po szyi. Nic innego do głowy mi nie wpadło. Wzięłam jego broń i położyłam ją na podłodze tak aby nie mógł jej sięgnąć. Wziął moją twarz w ręce i namiętnie pocałował. Wzięłam swój pistolet i przyłożyłam mu do skroni.
- Teraz gadaj kogo jeszcze na mnie nasłałeś.- Głośno przełknął ślinę.

Madie POV:

Tak, okłamałyśmy Liv ale musiałyśmy poważnie porozmawiać z Bellą. Ściągnęła na Liv ogromne niebezpieczeństwo.. Musi wytrzymać z nim dwa dni. Może uda nam się wrócić wcześniej.

- Co znowu zrobiłam źle?- Spytała znudzona Bell.
- Co zrobiłaś źle?!- Wrzasnęłam.- Zdajesz sobie sprawę kogo ściągnęłaś do domu?! Jest dobrze znany wszystkim gangom Justin Bieber, inaczej Danger. Jak myślisz dlaczego Liv wróciła?! Bo on w Kanadzie miał ją zabić! A teraz chce to skończyć!

Mindy i Bella patrzały na mnie zdziwione. One naprawdę nie zdawały sobie z tego jak ta sprawa była poważna? Zaczęłam im objaśniać wszystko powoli i po kolei żeby te głupole coś zrozumiały.

- Musimy jej bronić. To jest koniec początku tej wojny...- odezwałam się ostatkiem sił.

W tej grze chodzi o życie dziewczyny przez którą znam od zawsze. Dziewczyny która nie boi się niczego.... oprócz miłości.

Liv POV:

Zamknęłam się we własnym pokoju i zaczęłam rozmyślać. Gang Justina liczy prawie dwadzieścia osób i wszyscy chcą mnie zabić. Dan i Rose także przyjęli propozycję zabicia mnie za kasę. Ludzie którym ufałam chcą mnie zabić... Trzeb się ich pozbyć po kolei. Najpierw Dan, a potem szmata Rose. Niedługo uśmiercę osobę z którą dzieliłam połowę swojego życia. Czy to normalne? NIE.

Zadzwoniłam do Madie. ( Rozmowa telefoniczna, M- Madie, L- Liv. )

M- Coś się stało?
L- Właśnie rozpoczęła się wojna.
M- Dlaczego?
L- Wszyscy chcą mnie zabić....


Potem się rozłączyłam. Tymi dwoma zdaniami objaśniłam jej wszystko.  Położyłam się na łóżku i czekałam.... Na co?

On nasyła na Ciebie bliskich.
Jak mogła go kochać.


- Kurwa zamknij ryj!- Powiedziałam głośno do swojego sumienia.

Biebs POV:

Wygadałem jej wszystko. Że wykorzystałem Belle żeby ją znaleźć. Że to ja nasłałem na nią seryjnego zabójcę i Tarę. Martwą Tarę. Wiem, że będzie chciała wykończyć każdego po kolei.

Liv POV:
Rano ubrałam koszulę w kratę i krótkie spodenki. Pistolet schowałam i poszłam na spotkanie z Danem. Mam na niego czekać w magazynie dwa domy dalej.  Dzwonił do mnie, że mam się śpieszyć bo ma robotę. Już jej nie zrobi bo będzie trupem. Stał do mnie plecami więc od razu, bez wahania dałam mu dwie kulki w kręgosłup. Gdy już leżał w kałuży krwi jeszcze żywy przykucnęłam przy nim i powiedziałam:
- Jesteś skurwielem, wiesz?

Wstałam i po prostu wyszłam.

Rose POV:

Justin powiedział mi, że Liv zabiła Tarę i Dana. Nadzieja we mnie. Tylko ja znam jej słabe punkty. Mówiła mi o wszystkim i właśnie tym ją osłabię. Coś co może ją załamać? Wystarczy powiedzieć, że rodzice wyrzucili ją z domu tylko dlatego, że się puszczała i zjebała im życie. To zawsze sprowadzało ją do łez.  Nienawidzę jej. Jak ja w ogóle mogłam się z nią przyjaźnić?

Madie POV:

Starałyśmy się jak najszybciej wrócić do Liv ale ogromne korki na ulicach utrudniały nam to. Próbowałam się do niej dodzwonić ale na marne. Strasznie się o nią martwiłam. Co jeśli on coś jej zrobił? Widziałam jak na siebie patrzą. To uczucie niszczy ich praca... On musi zabić ją a ona jego.

Rose POV:
Odczekałam dwa dni i pojechałam do Miami. Poprosiłam Livannę żeby pojawiła się niedaleko jej domu w starym klubie. Odpisała mi, że bardzo cieszy się z naszego spotkania. Ona tylko udaje taką głupią? Rozsiadłam się na fotelu i czekałam. Czekałam aż będę mogła zabić tę szmatę.

Liv POV:
Wiedziałam, że ona chce mnie zabić. Ubrałam dresy które od niej dostałam. Weszłam do opuszczonego klubu, Rose już siedziała na fotelu.

- Przyszłaś- powiedziała patrząc mi w oczy.
-  Jak mogłam zrezygnować z takiego spotkania?- Odpowiedziałam ze sztucznym uśmiechem.
- To twoje ostatnie spotkanie.
- Kłamiesz.
- Powspominamy trochę.- Zaśmiała się.- Pamiętasz jak rodzice wywalili cię z domu bo wpakowałaś ich w kłopoty? Jak przez ciebie zginął James?
- Przestań!- Krzyknęłam.
- Chciałaś poświęcić życie własnego brata.
- Przestań!- Powtórzyłam.
- Prawda boli.- Wycelowała we mnie broń.

Właśnie wtedy miałam się poddać gdy Madie kopnęła Rose i upadła. Podała mi pistolet a ja przyłożyłam go do czoła Shawten.

-  First come first served bitch!*- Powiedziałam i strzeliłam.

Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Przytuliłam się do Madie. Rose wytknęła mi wszystkie błędy.
- Marzę o normalnym życiu.- Powiedziałam szlochając.
- Baby, never stop dreaming- powiedziała Mindy starając się okazać emocje.

Tak więc wygląda moje
życie. Jedni mnie chronią
drudzy próbują zabić.
Moje życie to nie bajka
tylko ciągła walka ze
wszystkim i ze sobą.
Czy przeżyję? Wątpię.
Ale wiem, że przynajmniej
ktoś mnie kochał
przed rozpoczęciem
krwawej wojny..
_______________________________________________________________________________
__________________________________________________________________________
_______________________________________________________________________________
____________________________________

A więc według mnie rozdział kończy się dość nietypowo. Nigdy nie kończyłam rozdział myślami bohatera.
Nie mam dużo do powiedzenia. Ludzie robią się chamscy. Co to ma być za komentarz: "
Jprld co nas obchodzi. Tw zdrowie my czytamy bloga .. A ty robisz z sb kaleke ..wiesz sorry ale nie będę już czytal. Te bloga" ? Rozumiem, że nawet jak będę w szpitalu pod kroplówką cała połamana to też mam dodawać rozdziały bo wy tego chcecie?

Jak myślicie co będzie dalej?
11 kom = następny rozdział

To wszystko z mojej strony

poniedziałek, 12 maja 2014

" New History "

Liv POV:

Po tym zdarzeniu uciekłam. Nie uciekłam z tamtego  domu. Uciekłam z miasta. Zadzwoniłam do starych przyjaciółek i właśnie jestem w drodze do nich, do Miami.  Nie widziałam ich trzy lata ale wiem, że nie wyszły z branży.

Bardzo cieszyły się z mojego przyjazdu. Wielka czwórka znów będzie razem i podbije cały świat. Wszystko zostawiłam w domu u Rose. Zostawiłam ją samą z wszystkimi problemami.

Ja po prostu chcę zacząć nową historię i nowe życie.

Mindy POV:

Zaraz po telefonie od Liv pobiegłam obudzić Madie i Belle.
- Czego chcesz?!- Krzyknęły chowając się pod poduszkami.
- Kochane, wraca nasza czwarta dziewczynka.- Powiedziałam radośnie.
- Czyli co Spring Break wraca do życia?- Spytała Bella.
- Tak jest. Trzeba jej przygotować przyjęcie powitalne.

Zaczęłyśmy zamawiać jedzenie i napoje. Trzeba uczcić przybycie naszej przyjaciółki i na dobry początek trzeba sprawdzić czy nie straciła formy. Zaatakujemy ją przy wejściu.

Liv POV:

Dziewczyny mają pierdolony zwyczaj witania mnie atakiem z zaskoczenia więc chodź raz w życiu je przechytrzę. Wiedzą o której mam przyjechać ale nie wiedzą, że będę uzbrojona. Wejdę i wyceluję w nie pistoletami.

Jejku, jak ja długo ich nie widziałam.. Wszystkie mamy kolorowe włosy. To taki nasz symbol przyjaźni. Mój, czyli różowy oznacza wojowniczość. Niebieskie włosy Belli oznaczały wytrwałość. Czerwone włosy Mindy to oddanie a włosy Madie- wiśniowe- cierpliwość. Dojechałam na miejsce. Wzięłam pistolety do ręki i weszłam do środka. Jak mogłam się spodziewać gdy zobaczyły mnie uzbrojoną rzuciły się na mnie i mocno przytuliły.

- Tęskniłam za wami.- Powiedziałam łapiąc oddech co było prawie niemożliwe.- Jejku, nic się tu nie zmieniło.
- Twój pokój też został tak jak go zostawiłaś.- Odezwała się Bella.- Gdzie walizki?
- Nie mam. Ale wróciłam na stałe.
- Czyli napad na sklep żebyś miała ubrania?- Spytały podekscytowane.
- Tak.

Weszłyśmy do sklepu z bonią w rękach. Każda brała te ładne, markowe ciuchy. I oczywiście wszystko dla mnie.  Potem wzięłyśmy kilka par butów i wróciłyśmy do mojego nowego/starego domu.Zaczęłyśmy celebrować* nasz sukces. Dziewczyny zadzwoniły po jakiś chłopaków. Przedstawiono mi ich ale zaraz po zakończonej rozmowie zapomniałam imion. Podano mi piwo.

Madie POV:

Kiedy ostatni raz widziałam Lavy? Wiele lat temu w wakacje gdy jej rodzina postanowiła się przeprowadzić. Stwierdzili, że popadła w złe towarzystwo.
Teraz gdy ją widzę wiem, że bycie w gangu to jej życie. Zawsze tego chciała.

Około 02:30 poszłyśmy spać. Liv oczywiście pierw musiała podziwiać swój pokój..

Bella POV:

Rano  chciałyśmy przywołać Lavy do rodzinnych stron.  Gdy otworzy drzwi od swojego pokoju spadnie na nią wiadro wody.  Poszłyśmy do kuchni zrobić śniadanie.

Liv POV:

Ubrałam "kupione" wczoraj trampki, krótkie spodenki i koronkową bluzkę. Otworzyłam drzwi i spadło na mnie wiadro. Z WODĄ! Wkurzona poszłam do kuchni gdzie wszystkie się ze mnie śmiały.
- Idź na dwór się wysuszyć- powiedziała Bell.
- Dziękuję za powitanie mnie w rodzinnych stronach!- Krzyknęłam gdy już byłam na balkonie.

Siedziałam na leżaku i czekałam aż wyschnę. Mimo 30 stopni nie mogłam wyschnąć, wkurzyłam się i zdjęłam mokrą bluzkę. Ktoś z ulicy mnie obserwował. Kto? Schowałam broń do tylnej kieszeni w razie gdyby to była policja albo coś. Przez cały dzień czułam się obserwowana, musiałam powiedzieć to dziewczynom.

- Dziewczyny, wy też czujecie się jakby ktoś was obserwował?- Spytałam siadając na kanapie.

- Tak- odpowiedziała za wszystkie Madie. - Dlaczego pytasz?
- Jak byłam na balkonie jakiś koleś przyglądał się każdemu mojemu ruchowi.
- Oni już wiedzą- powiedziała Bella zmartwionym głosem.
- Co wiedzą?!- Zapytałam.
- Że wróciłaś- powiedziały chórem.

Biebs POV:

Chłopakom powiedziałem, że jej nie zabiłem ale że leży w szpitalu w bardzo poważnym stanie. Nie wiem gdzie pojechała ale wiem, że teraz straciłem ją na zawsze. Ale teraz mogę zająć się pracą.  Znowu spojrzałem na ekran telefonu i nic. Prędzej trafię do pudła niż ją spotkam... Jednak  nie miałem racji. Muszę się na czymś wyżyć.

W Atlancie spotkałem sześciu pijaków, każdemu z nich dałem trzy kulki w głowę. Poczułem się trochę lepiej. Wszedłem do najbliższego klubu gdzie spotkałem dwie seksowne blondynki. Mój umysł od razu stał się pustką. Podszedłem  do nich i zaproponowałem noc ze mną. Zgodziły się.W końcu musiałem się pocieszyć stratą ukochanej. Zamówiłem trzy drinki, do każdego po jednym. Jedna z dziewczyn zaczęła mnie całować.

To nie było to samo co pocałunki z Liv....
Liv POV:

- Get down!*- Krzyknęłam śmiejąc się.
Mindy, Madie i Bell leżały na podłodze posikanie ze śmiechu. Położyłam się obok nich.
- Liv, zawsze do ciebie należały cytaty. Zacytuj coś- powiedziała spokojnie Madie.
- " Poczekaj, wytrzymaj, oddychaj głęboko.- Odpowiedziałam zamykając oczy.

Ktoś zaczął szarpać za klamkę drzwi frontowych. Drzwi zostały wyważone a do środka weszła policja. Szybko schowałam broń na bluzkę.
- Która to Livanna Cuplling?- Spytał funkcjonariusz.
- Ja- wstałam- Coś się stło?
- Dostaliśmy zawiadomienie, że śledzi cię seryjny zabójca- szczęka mi opadła.

Biebs POV:

Następnego dnia gdy już opanowałem nerwy postanowiłem iść do miasta. W jednym ze sklepów wziąłem lokalną gazetę."Dziewiętnastolatka z Miami śledzona przez seryjnego zabójcę." Pod spodem było umieszczone zdjęcie dziewczyny o której chciałem zapomnieć.  Jak Jason to zobaczy to będę martwy! Nie zdołam ukryć przed nim wszystkich gazet z całej Atlanty. Wysłałem mu esemesa żeby nie czytał gazet. Jestem głupkiem, wiem! Teraz z ciekawości sprawdzi  dlaczego mu zabroniłem.

Myśl, Justin, myśl...Miałem o niej zapomnieć, tak? Powiem mu, że ten "seryjny zabójca" to ja.
- Po prostu jestem bogiem.- Powiedziałem sam do siebie.
- Czego?- Spytała dziewczyna w niebieskich włosach.

Liv POV:

Niebiesko włosa pojechała do Atlanty po zakupy zostawiając  nas w trzy. Z tego ja byłam załamana wiadomością od policjanta. Teraz wiem kim był koleś który obserwował mnie gdy byłam na balkonie. Funkcjonariusz policji powiedział, że będzie tu przyjeżdżał dwa razy dziennie i w nocy będą obserwowali dom.

- Wszystko będzie dobrze- powiedziała Madie podając mi kubek z gorącą czekoladą.
- Ej, nie smutaj- Mindy objęła mnie ramieniem dla pocieszenia.
W milczeniu poszłam do swojego pokoju. Znudził mi się jego wystrój. Jutro zacznę remont. W kącie przy oknie coś zapiszczało. Podeszłam tam zaciekawiona. Znalazłam tam mini kamerkę. Wybiegłam z pokoju i zadzwoniłam po policję. Przyjechali po 10 minutach. Poprosiłam aby w całym domu poszukali tych kamerek. Znaleźli ich aż dziewięć, wszystkie odłączyli i wzięli ze sobą. I jak mam być spokojna?

Biebs POV:

- Więc, jak masz na imię?- Spytałem kończąc swoją kawę.
- Jestem Bella, a ty?
- Justin. Nie jesteś stąd, prawda?
- Prawda. Mieszkam w Miami.
- Potrzebuję chwilowo mieszkania, mogę pojechać z tobą?- Chwyciłem ją za rękę.
- Mieszkają ze mną jeszcze trzy dziewczyny...
- Więcej zabawy dla mnie.- Zaśmiałem się.- Ale najbardziej będę interesował się tobą. 

O 23:50 ruszyliśmy w drogę. Dziewczyna starała się podciągnąć rozmowę a ja chętnie jej w tym pomagałem. Jednak gdy na mnie patrzy przypomina mi Liv. Mają te same oczy. Nie pytałem czy ją zna bo nie potrzebnie nabrałaby podejrzeń. Po prawie trzech godzinach jazdy byliśmy na miejscu. Pomogłem jej wnieść zakupy po czym zaprowadziła mnie do pokoju w którym miałem spać.

- A ty gdzie?- Spytałem.
- Do swojego pokoju.
- Śpię z Tobą. Nie lubię spać sam. 
Wzięła mnie za rękę i zaprowadziła do swojego pokoju. Położyłem się na łóżku i zasnąłem tuląc ją do siebie.

Liv POV:

Rano ubrałam czarne spodnie dresowe i białą koszulkę. Dziś była moja kolej budzenia Belli. Na stopy włożyłam skarpetki i podreptałam do jej pokoju. Otworzyłam drzwi, zakryłam usta ręką i z powrotem zamknęłam. Usiadłam na kanapie a po moim policzku spłynęła łza. 
- On tam jest- powiedziałam gdy Madie i Mindy usiadły obok.
- Kto?- Spytały przerażone.
- Ten który miał mnie zabić w Kanadzie.

__________________________________________________________________________--
_________________________________________------_______________________________

Hejka Wam! Powracam do was z nowym rozdziałem. Przepraszam, że tak długo czekaliście. Nie interesuje was moje zdrowie ale  nie mogłam napisać rozdziału bo mam chorą rękę. Siłą skończyłam ten rozdział.

Mam do was prośbę w kom podawajcie ROZBUDOWANĄ opinie na temat mojego bloga, co o nim sądzicie itp. I podawajcie swój jeden lub dwa ULUBIONE cytaty.
Mój to:
A ciebie co? Okres zalał?

A wasz jaki? :)
9 kom= następny rozdział

środa, 30 kwietnia 2014

"So .... It's over."

Liv POV:

Dłużej nie wytrzymam tych potajemnych spotkań z Justinem. Nie powiem mu tego w prost więc napisałam do niego esemesa " So .... It's over." Parę dni później Dan napisał mi, że Danger przeniósł swoją działalność do Atlanty.

 Od paru tygodni chodzę do starego magazynu i z nudów strzelam w ścianę. Położyłam się na zimniej podłodze i gapiłam się w sufit.  Zastanawiałam się czy mój związek z nim w ogóle miał sens? Przecież to było wiadome, że nic z tego nie wyjdzie.  Do magazynu weszła Rose.
- Hej- powiedziała siadając obok mnie.- Lavy, ja wszystko wiem.- Milczałam. Chodź tu słońce.- Zaprzeczyłam. Wolałam leżeć z bronią na brzuchu.
- Ty nic nie wiesz- w końcu się odezwałam.
- Liv, wiem, że go kochałaś.
- Ja go NIE kochałam!- Krzyknęłam na cały magazyn.
- Liv..
- Czy ty wiesz co się ze mną działo?!
- Chodź tu.- Usiadłam, przytuliła mnie.
- Przez niego zaczęłam czuć- Łzy spływały mi po policzkach.
- Uspokój się.. Jak ogarniesz emocje wróć do domu.
- Daj mi papierosy.

Wyszła znowu zostawiając mnie samą. Strzeliłam w sufit. Spojrzałam na ekran telefonu. Miałam wiadomość od nieznanego numeru:

Zginiesz suko.Obiecuję ci to.

 Zaraz po odczytaniu wiadomości pobiegłam do Rose i Dana. Postanowili, że bezpieczniej będzie jak będę miała ochronę.  Od jutra mam się nigdzie nie ruszać bez dwóch uzbrojonych mężczyzn.

Biebs POV:

 Czuję, że źle zrobiłem wyjeżdżając. I jeszcze ta groźba którą wysłał jej Jason. On nie wie, że tworzyłem z nią związek. On chce żeby ona zginęła bo stwarza zagrożenie. Gdy oni byli zajęci rozpakowywaniem się ja wróciłem do Kanady i do osoby którą....

Liv POV:

Po południu obudził mnie telefon od mojego brata. Chwila, od brata?
- Halo?- Zapytałam zaspanym głosem.
- Hej Liv. Z tej strony twój 16 letni brat. Pamiętasz mnie jeszcze?
- Tak, pamiętam.- Odpowiedziałam kładąc się na łóżku.
- Odbierzesz mnie z treningu?
- Jasne.

Na szybko ubrałam czerwone rurki i bokserkę. Włosy związałam w koński ogon. Wzięłam telefon, klucze od samochodu i wyszłam po auto.
- Dzień dobry pani Livanno- powiedzieli ochroniarze.
- Jedziecie za mną. 

Droga zajęła mi trzy minuty. Shane jeszcze miał trening więc musiałam poczekać. Spojrzałam na trybuny z zamiarem znalezienia wolnego miejsca. Zrezygnowałam z tego gdy zauważyłam Justina z papierosem i jakimś kolesiem. Justina?! Odwróciłam głowę z nadzieją, że mnie nie zobaczył. Nic bardziej mylnego.

- Kochanie! Okres cię zalał?- Zaczął iść w moją stronę.
- Wyglądasz jakbyś miał nasrane w spodniach.- Zaśmiałam się.
- Ach, te nasze powitania.- Pocałował mnie namiętnie.
- Co tu robisz?
- Całuję cię. Nie widać? A ty co tu robisz?
- Czekam za bratem.- Stanął za mną i mnie przytulił.
- Który to?- Spytał unosząc brew.
- Ten w żółtej bluzce.- Pocałował mnie w policzek.
- Teraz powiesz mi coś o sobie?
- Fucking perfect. Starczy?
- Spędzimy razem wieczór?

Biebs POV:

Czekaliśmy godzinę za jej bratem. Po zakończonym treningu jej brat podbiegł do nas.
- Liv!- Krzyknął tuląc dziewczynę.
- Shane to jest mój kolega.
- Justin jestem. Jesteście strasznie do siebie podobni.
- Lekka pomyłka. Nie jestem do niej podobny- Odezwał się Shane.- Nie wyglądacie na przyjaciół.
- Bo tak nie jest- odpowiedziałem uśmiechając się szeroko.

Wszyscy wsiedliśmy do samochodu. Lave pozwoliła mi prowadzić. Cieszyłem się jak małe dziecko. Gdy ruszyliśmy dziewczyna ze schowka wyciągnęła paczkę papierosów. Odruchowo otworzyłem okna.
- On nie pali?- Spytałem wypuszczając dym z buzi.
- Rodzice mu nie  każą. Skręć w lewo.

Czułem się jakbym miał włączony GPS. Cały czas mówiono mi gdzie mam jechać. Wysadziliśmy Shane'a i pojechaliśmy do mnie. Liv ochroniarzom kazała jechać na miasto. Podeszła do mnie i zaczęła odpinać guziki u mojej koszuli. Pocałowałem ją, oddała pocałunek. Polizałem jej usta prosząc o dostęp. Gdy go nie otrzymałem ścisnąłem ją w pasie. Jęknęła a ja wykorzystałem okazję i pogłębiłem pocałunek. Zaczęliśmy iść w stronę mojego pokoju.

- Udowodnisz swoje stwierdzenie?
- Jakie?- Spytała zdziwiona.
- Udowodnisz, że jesteś boginią Seksu?
- A ty udowodnisz, że jesteś bogiem?
- Z przyjemnością.

~~ RANEK ~~

Wstałem dość wcześnie. Poszedłem do kuchni i zacząłem robić śniadanie dla tego śpiocha.

Liv POV:

Przed wyjściem na korytarz ubrałam koszulę Jussa. Powoli zapięłam każdy guzik. Zawiązałam buty i poszłam do kuchni. Zastałam tam gotującego Justina. Uśmiechnęłam się i usiadłam na blacie stołu. Podszedł do mnie i pocałował w policzek. Zaczął bawić się guzikami koszuli którą mam na sobie.
- Zostaw, dopiero się ubrałam.- Chwyciłam jego ręce. 
- Włożyłaś moją koszulę i tu przyszłaś.
- No właśnie. Mogłam jeszcze spać.
- To idź.- Puścił mnie.

Gdy zaczęłam iść w stronę sypialni złapał mnie i zaniósł do łóżka.
- Co z jedzeniem?
- Schowałem do lodówki.
- I po co ze mną idziesz?
- Z nudów...

Weszliśmy do pokoju. Zdjęłam buty i schowałam się pod kołdrą. Debil udawał, że mnie nie widzi. Położył się obok i mnie pogilgał.
- Przestań!- krzyknęłam.
- To chodź tu.
- Okej, ale przestań!

Posadził mnie na swoich kolanach. Odczytałam wiadomość w telefonie.
- Od kogo?- Spytał.

Biebs POV:

Liv nie powiedziała od kogo był esemes. Jason do mnie dzwonił. Powiedział mi, że jeśli JA tego nie zrobię to zrobi to ON.

Schowałem pistolet do kieszeni i poszedłem do stojącej do mnie plecami dziewczyny. Chwyciłem jej ręce tak aby nie mogła się wyrwać. Przyłożyłem broń do jej skroni i powiedziałem:
- Przepraszam kochanie. Tak jak pisałaś...  It's over.

________________________________________________________________________
________________________________________________________________
__________________________________________________
Według mnie rozdział kończy się bardzo emocjonalnie. Jeszcze koleżanki się mnie pytały czy ją  zabije czy nie.
Sama jeszcze nie wiem....
Czekam na komentarze xD <3
Miłego wieczoru ;))